Spuściłem Głowę ======================================================= Pewnego ranka, mając mnóstwo czasu Pożyczyłem strzelbę Jeba i usiadłem na wzgórzu Zobaczyłem samotnego jeźdźca przemierzającego równinę Wycelowałem w niego, by poćwiczyć moją celność Strzelba brata wyapliła w mej dłoni Strzał rozszedł się po ziemi Koń biegł dalej, jeździec nie żył Spuściłem głowę, spuściłem głowę Zacząłem biec, by obudzić się ze snu Wyrzuciłem strzelbę brata do strumienia Biegłem aż do rozpaczy I tak mnie znaleźli, z twarzą w dłoniach Szeryf mnie zapytał, dlaczego uciekłem I wtedy do mnie dotarło, co uczyniłem I nagle bez powodu, tylko jedna wskazówka Spuściłem głowę, spuściłem głowę Stoję w sądzie, zeszło się tu całe miasto Widzę sędziego, wysoko na krześle "Wyjaśnij tu zgromadzonym, co przyszło ci do głowy A my zapytamy przysięgłych, jaki wyznaczą wyrok" Powiedziałem "Poczułem moc śmierci nad życiem Osierociłem jego dzieci, owdowiłem jego żonę Błagam ich o wybaczenie, chciałbym nie żyć" Spuściłem głowę, spuściłem głowę Spuściłem głowę, spuściłem głowę Pewnego ranka, mając mnóstwo czasu Widzę szubienicę stojącą na wgórzu A w oddali, umysł płata mi figle Widzę samotnego jeźdźca przemierzającego równinę Przyszedł przemówić do mojej wyobraźni, zobaczyć co zrobili Będziemy jeździć wspólnie, do nadejścia Królestwa Modlę się do Boga o litość, albowiem wkrótce będę martwy Spuściłem głowę, spuściłem głowę Spuściłem głowę, spuściłem głowę...