Rozszalałe Morze ================================================== Dziś wieczorem znowu ujrzałem Czarny żagiel na blado-żółtym niebie I tak jak przedtem, za chwilę Zniknęło tam gdzie szare mewy kierują swój lot. Jeśli to się powtórzy, zacznę się martwić Bo jedynie dziwny statek mógłby latać Mój rozsądek bada wzrokiem horyzont W świetle ciemniejącego nieba Tamtej nocy gdy chodziłem we śnie Zabrnąłem aż do brzegu morza I płynąłem z księżycem i jego kochanką Aż straciłem z oczu ląd Płynąłem aż noc stała się rankiem Czarny żagiel na czerwieniącym się niebie Znalazłem się na pokładzie kołyszącego się statku Tak daleko, gdzie już brak szarych mew Dookoła mnie była cisza Jakby szydząca z wątłych ludzkich nadziei I znak zapytania zawisł na rozpiętych żaglach Bo wiatr zamarł pomiędzy linami Może spałem przez godzinę Może przez cały dzień Bo obudziłem się w łóżku z białego lnu A niebo było w kolorze gliny Na początku jedynie szelest żagli I łagodny powiew na mojej twarzy Lecz sznur galopujących białych koni Rzekł że już wkrótce zaczynamy bieg Łagodny poszept przeistoczył się w wycie A szare niebo nabrało gniewnej czerni Moje oczy pełne obaw badały horyzont A za moimi plecami zbierało się morze Czy ujrzałem cień żeglarza Na mostku przez okno sterówki Tkwiącego przy kole sterowym Gdy mrużyłem oczy w deszczu Bo statek skierował się na wiatr Naprzeciw obięciom burzy A pod czapką żeglarza Ujrzałem twarz mego ojca Jeśli odmawiasz dzisiejszą modlitwę Oferuj ją za mnie Gdy most do nieba jest rozbity A ty zagubiony na szalejącym morzu Zagubiony na szalejącym morzu