Żale po 40 godzinach bez snu

No i co, że nie śpię już czterdzieści godzin z czego 10 spędzonych za kółkiem samochodu pędzącego ze Szczecina do Łodzi i z powrotem. No i co powiadam, że scena była tak niska że ja nie mały (1,90 m) musiałem stado napalonych fanek przepuścić przed siebie, żeby czubek głowy mistrza dojrzały. Wreszcie no i co, że hala ma nieciekawą akustykę i drobne niuanse Petera Tickella i niepozorne muśnięcia  klawiszy organ Sanciousa ginęły niekiedy w kakofonii dźwięków odbitych od stali i betonu. To wszystko nieważne BYLIŚMY TAM!!!

No i on, sprawiał wrażenie, że wreszcie dostrzega nas Słowian (co wiem z doświadczenia kilku koncertów w kilku różnych miejscach w Europie) i lubi nie tylko vodkę!!!  Wszystko, jak zawsze dopracowane do perfekcji, nieliczni zauważyli lekkie pogubienie muzyka na End of the Game, ale to smaczek. Drżę jednak na samą myśl wielokrotnie  strzelającego włosia smyczka  Tickella – ile ten gościu ma w sobie pary, jaką on robotę robi tam w tle. Widziałem go w tym roku drugi raz i nadal nie mogłem oderwać wzroku, od tej charówy!!! Dominic, jak zawsze wyluzowany mistrz! Vinnie, bez komentarza, robi co trzeba i jeszcze flirtuje z Jo. No i jeszcze Jo Lowry, mega głos uwięziony w drobnym, prześlicznym ciele, cukierek!

Fantastycznie, że Mistrzu wrócił do Message in the Bottle w wersji  klasycznej, ten utwór potrzebuje pary, uwielbiam go. Fajna aranżacja De do do do, De da da da, czadowa wersja Hounds of  Winter, to druga z moich ukochanych piosenek i tak naprawdę pozostają tylko dwa żale – że już nie było Stolen car, numer 3  z mojej krótkiej listy uwielbienia i żal, kiedy znowu Mistrzu…

Permalink do tego artykułu: http://www.sting-nls.com/zale-po-40-godzinach-bez-snu/

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress